PROSTKIHISTORIA W FOTOGRAFII


Egz. bezpłatny, v. 08 - art. 23, PROSTKI: Galeria, Historia, Ciekawostki, 2017.06.29


Kolejowy zawrót głowy.


Losy Prostek i ich rozwój gospodarczy były nieodłącznie związane z istnieniem linii kolejowej i przejść granicznych. Ich faktyczną wagę oddaje poniższy fragment artykułu Lycka. “Tak naprawdę dopiero z oddaniem tutejszej kolei Rosjanie zaczęli masowo eksportować zboże w świat. Przed 1914 r. żyzne pola Ukrainy dawały duże nadwyżki ziarna. Eksportowano je do Anglii, Belgii, Holandii i do Skandynawii. Podobno aż połowa ówczesnego eksportu zboża z Rosji przechodziła przez… Prostki.

Stacja w roku 1910
Stacja i linia kolejowa w roku 1910. W tle widać magazyny towarowe.


W zależności od roku było to od 300 do 500 tysięcy ton. A więc nic dziwnego że część towarowa stacji była tak potężna. Dziś te liczby może nie robią aż takiego wrażenia, ale trzeba pamiętać, że w wtedy wszystko przeładowywano RĘCZNIE.

Musiała więc tu mieszkać i pracować (bo raczej nie dojeżdżać – za drogo!) spora armia robotników. W ogóle kolej ówczesna zatrudniała olbrzymie ilości ludzi. Praca fizyczna była ciągle jeszcze tańsza od maszyn, a i chętnych do pracy było pod dostatkiem. Ilu nastawniczych (Weichensteller) musiało obsługiwać te 2 stacje? To jeszcze nie były czasy nastawni – wszystkie rozjazdy przestawiano na miejscu. Przy takiej ich ilości zapewnienie bezpieczeństwa ruchu było chyba sporym wyzwaniem.

Robotnicy, kupcy, rzemieślnicy a przede wszystkim… urzędnicy kolejowi, celni i żandarmeria i spedytorzy masowo przybywali do malutkich Prostek. Dla miejscowych była to rewolucja. W 1867 Prostki miały 490 miejscowych. Od tej daty liczba stałych mieszkańców w ciagu paru lat skoczyła do 1000, a pod koniec XIX w. doszła do 2000. W 1910 roku było już prawie 2700 miejscowych. Współczesne Prostki jeszcze nie przekroczyły tej liczby (2541 mieszkańców w 2002 r.) Z koleją powstały “nowe” Prostki przy stacji z domkami dla urzędników przypominającymi miasto.

Wracając do wożonych towarów. Po zbożu chyba największą rolę miał handel… gęśmi. Z Podlasia i dalej sprowadzano całe ich pociągi – setki tysięcy. Na miejscu trzymano je w specjalnych zagrodach nad wodą. Podobno tylko jeden z miejscowych handlarzy potrafil sprowadzić w ciągu roku 500 tys. gęsi. Innym dziś egzotycznym towarem eksportowym były raki, masowo poławiane w podlaskich rzekach i strumieniach. Oczywiście tranport bydła i koni również był na porządku dziennym – widoczne 3(?) rampy bydlęce zapewniały szybki przeładunek i dalszy transport.

Tu muszę uzupełnić listę wwożonych towarów: bardzo ważnym towarem po zbożu było drewno (dłużyca) z lasów wokół Białegostoku (czyli puszcz: Białowieskiej i Knyszyńskiej). Ciekawe były różnież towary wysyłane z Prostek do ówczesnej Rosji. Chyba największym ówczesnym hitem eksportowym były… śledzie(!). Prócz tego wywożono wszelkiego rodzaju maszyny i tzw. towary kolonialne (przyprawy, owoce południowe, tkaniny i inne wyroby zamorskie).”(1)

(1) Powyższy artykuł pochodzi z forum miłośników kolei na Warmii i Mazurach
Materiał zebrał i opracował ‘lyck’.

Od siebie dodam, że w Prostkach działało sześciu spedytorów trudniących się głównie wysyłką drewna a w komorze celnej było zatrudnionych nawet 150 osób. Prostki i okolice prawdopodobnie były też największym punktem przemytu koni do Prus Wschodnich

I tutaj na chwilę zatrzymam się przy… koniach. Jako ciekawostkę przytoczę wyjątek z relacji Kiliszewskiego, urzędnika, który w 1891 r. podróżował z Kowna do Torunia przez Prusy Wschodnie. Wjeżdżając do Prus, granicę przekroczył w Ejtkunach (Eydtkuhnen), a przejeżdżając przez Prostki, zauważył: „Na granicy Prostki–Ełk spotkaliśmy już polskich Żydów”
W okresie międzywojennym Fritz Skowronnek, pochodzący z Szyby – wsi leżącej między Ełkiem a Prostkami tak wspominał, odnosząc się do rzeczywistości sprzed I wojny światowej: „Już w wieczór poprzedzający dzień targowy Żydzi przyjeżdżali przez granicę. Ich dziwnie wąskie, długie wasągi oplecione były rusztowaniem z drągów, do których przyczepiali konie. Piękne i gładkie, śmiałe zwierzęta, którym grzywy i ogony ciasno zaplatano wstążkami i słomą, żeby następnego dnia były gęste i faliste. [...] Nieufność po obu stronach jest duża, ale jeszcze bardziej chce się zaszachrować. Przeciskają się przez ciżbę i wyjeżdżają na przestronny plac, gdzie kupcy każą koniom prezentować się na próbę. Żydzi są w tym mistrzami. Za pomocą białego pieprzu zaaplikowanego w odpowiednim miejscu powodują podobno, że koń podczas kłusowania dumnie unosi ogon. Młodzieniec z czarnymi kędziorami, któremu kaftan fruwa wokół nóg, prowadzi konia na wodzy; dziwny ostry krzyk, który co chwilę wydaje, ma konia denerwować, by wygiął szyję i rozdął chrapy… [...]. W Prusach Wschodnich polscy Żydzi słyną z tego, że umieją zrobić z konia całkiem «nowe» zwierzę. Czyszczą starej szkapie poczerniałe zęby i opiłowują linie, po których można poznać wiek. Następnie podkarmiają ją, przy czym bardzo pomocne jest ponoć gaszone wapno. Niewielka ilość arszeniku sprawia, że sierść konia jest gładka i błyszcząca. A w dniu targowym daje się mu co jakiś czas kęski chleba maczanego w gorzałce. Wtedy staje się on śmiały i ognisty. To znaczy, w rzeczywistości jest trochę podchmielony”.[ 1 ]

[1] źródło sztetl.org.pl
[1.1] http://www.genhist.org/ghs_grenze1891.htm.
[1.2] Skowronnek F., Księga Mazur, wybór i oprac. R. Traba, Olsztyn 2002, ss. 23, 25.

«

»